Skip to content

2017

Na przełomie roku nerwowo spoglądamy w dwóch kierunkach naraz – w przeszłość i przyszłość. Planujemy, a jednocześnie podsumowujemy. Postanawiamy i wspominamy. Otwieramy i zamykamy. Nadzieja łączy się z rozczarowaniem. Obawy z rozrzewnieniem. Zabawa sylwestrowa z noworoczną melancholią. Używamy na przemian czasów przeszłego i przyszłego (będzie lepiej/gorzej niż było), zapominając, że tak naprawdę żyjemy wyłącznie w teraźniejszości, która mija bezpowrotnie i której nie da się wyczarować „na zapas”.

Jesteśmy niewątpliwie ofiarami, a nawet niewolnikami dat, o czym przypomina w swoim felietonie Sergiusz Rycaj, wskazując jednocześnie, jak wielką wagę przywiązują do nich różnej maści tyrani, dyktatorzy i prezesi. Czas odgrywa bowiem w naszym życiu tak wielką rolę, budzi taki strach i takie oczekiwania, że władza, zwłaszcza autorytarna, musi stwarzać pozory, że i nad nim panuje. Choć de facto również ją, prędzej czy później, czas pokona.

Nie przypadkiem jednak ludzie wymyślili kalendarz. Daje im on złudzenie porządku. Poczucie mniejszej lub większej kontroli zarówno nad własną biografią, jak i nad historią, na którą, w rzeczywistości, najczęściej nie mamy żadnego wpływu. Ale przynajmniej możemy ją zamknąć w jakichś datach, faktach i epokach. Poza tym, czas – oprócz nieuchronności śmierci – niesie także (nieobcą chyba żadnemu człowiekowi) nadzieję, że coś się jednak odmieni, poprawi lub przynajmniej nie pogorszy. Pesymistycznym prognozom, przeczuciom, przepowiedniom towarzyszy więc wiara w tzw. przyszłość. Przyszłość nie istnieje, nigdy się nie ziści (istnieje przecież tylko teraźniejszość), ale, być może, to jest właśnie w niej najcenniejsze. Pozwala bowiem nie tracić owej wiary, że „jeszcze będzie przepięknie”.

Czy i osoby LGBTQAitd. ją podzielają? O to, między innymi, zapytała sześć (a właściwie siedem) osób Anna Karolina Kłys. Ich odpowiedzi przeczytacie w najnowszym numerze „Tęczowego Poznania”. Spoglądając w przyszłość, nie zapominamy jednak o przeszłości, choć tzw. kultura oficjalna chętnie bym nas z historii wykreśliła i udawała, że nigdy nas w niej nie było. Rozpoczynamy cykl Kuby Krzyżańskiego – „Tęczowe fyrtle” – w którym opowiemy o poznańskich dzielnicach z perspektywy wspomnień i doświadczeń osób nieheteronormatywnych. Na pierwszy ogień idą Winiary.

W numerze znajdziecie również tekst poświęcony arcyważnej książce Pawła Fijałkowskiego – „Androgynia, dionizyjskość, homoerotyzm”. Jej autor udowadnia, jako historyk i archeolog, że mniejszości seksualne mają baaardzo długie dzieje. Obok zaś recenzja filmu „Ja, Olga Hepnarová” o nader kontrowersyjnej postaci Czechosłowacji czasów komunizmu.

Zapraszam do lektury!

I cóż jeszcze mogę dodać? Chyba tylko – Szczęśliwego Tęczowego Nowego Roku 2017!

 

Bartosz Żurawiecki – krytyk filmowy, dziennikarz, pisarz. Szef działu recenzji w miesięczniku „Kino”. Autor blogu filmowego „Czego nie widać” na stronie kanału alekino+. Współautor książek: „Homofobia po polsku”, „Autorzy polskiego kina”, „Parametry pożądania”. Autor powieści „Trzech panów w łóżku, nie licząc kota”, „Ja, czyli 66 moich miłości”, „Nieobecni” oraz zbioru sztuk teatralnych „Erotica alla polacca”.

 

Zdj. Bartosz Żurawiecki – Noworoczne fajerwerki

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *