Skip to content

Bad queer cinema, czyli wampiryczne lesbijki

Cóż mogę powiedzieć o tym filmie z 1971 roku? Ciągnie się niemiłosiernie, nie daje pola do interpretacji, jedyne środki, którymi operuje to łopatologia i powtórzenia (w kółko tych samych obrazów i ujęć). Aktorsko umieściłabym go na granicy pastiszu i niezamierzonej parodii; scenografia, paleta kolorystyczna, kostiumy i makijaż przywodzą mi na myśl coś pomiędzy „Dynastią” a „Czterdziestolatkiem”, zaś dogrywana później i na szybko warstwa dźwiękowa w większości scen przypomina raczej ścieżkę audio z pierwszego lepszego filmu porno, co niewątpliwie psuje odbiór scen, które powinny być dramatyczne.

Oto na samym początku oglądamy performance w wykonaniu – jak się okazuje chwilę później – hrabiny Nadine Carody, spadkobierczyni Draculi, która spowita w czerwony szal, wije się półnaga na scenie między lustrem a kobietą-manekinem, w desperackiej próbie przekonania widowni, że oglądają sztukę wysoką. Wśród zafascynowanych tym cyrkiem obserwatorów mamy dwójkę naszych bohaterów – narzeczonych Omara i Lindę, która od teraz będzie odczuwać niepokój i pragnienie, podsycane nawiedzającymi ją onirycznymi wizjami hrabiny. Po serii nic nie wnoszących ujęć: latawiec, woda, dachy, drzewa, znowu latawiec i sieć rybacka, zaczynam poważnie zastanawiać się nad zdrowiem umysłowym reżysera. Mnogość obrazów-symboli, którymi zarzucany jest widz przez następnych parę minut przekracza moje zdolności poznawcze, tym niemniej rejestruję: krew, skorpiona, ćmę próbującą wydostać się z sieci i Nadine Carody ciągle spowitą w swój czerwony szal. Te obrazy będą zresztą towarzyszyć nam praktycznie przez cały film, wplatane między sceny, przecinające ujęcia w trakcie ich trwania, zwykle nie wnoszące nic, poza przedłużeniem czasu trwania seansu.

Z tej karuzeli znaczeń i nawiązań przenosimy się do gabinetu psychiatry, który pomaga naszej słodkiej jak miód bohaterce uporać się z powracającymi wizjami. Jak przystało na szanowanego doktora psychiatrę, dr Steiner stawia diagnozę o seksualnej frustracji, na którą lekarstwem może być j znalezienie kochanka. Gdy do posiadłości hrabiny Corody trafia Linda, zostaje wplątana w serię dziwnych epizodów, w których jawa miesza się ze snem, a nic nie jest tym, czym się wydaje. Linda zafascynowana hrabiną i jej pustym, nieobecnym spojrzeniem, spędza kolejne godziny w tajemniczej posiadłości, nie zdając sobie sprawy z gry, w którą zostaje wciągnięta. Tymczasem kobiety postanawiają pójść popływać.

Mnie natomiast zaczyna już boleć mnie głowa od powtarzanych jak na zapętleniu obrazów ciem, skorpionów i czerwonej farbki spływającej po szybie, wirujących w rytm przyprawiającej o mdłości muzyki z pogranicza elektroniki i organów kościelnych, ale dokładnie w momencie, gdy tracę cierpliwość, nadchodzi zwrot akcji zapowiadany przez tytuł filmu. Namiętne chwile zwieńczone ukąszeniem Lindy przez Nadine. W ich wyniku blondyna trafia do kliniki, której obszaru diagnostycznego nie znamy, pod opiekę dra Sewarda, w stanie wskazującym nie tylko na dziury w pamięci, ale też na znaczną utratę rozumu i zdolności aktorskich. Tam odnajduje ją Omar – prawdziwy bohater romantyczny, który trafił na ogłoszenie doktora o odnalezieniu niepamiętającej swojej tożsamości kobiety. Nie upewniwszy się, czy mężczyzna faktycznie zna Lindę i nie zważając na zasady etyki lekarskiej, dr Seward udziela Omarowi wszelkich informacji na temat stanu zdrowia kobiety i nie zwlekając dłużej prowadzi do jej pokoju. Wnet narzeczeni wracają razem do domu, a ich związek przeżywa prawdziwy renesans. Tymczasem okazuje się, że wampiryczna hrabina dostała obsesji na punkcje Lindy. Obsesji, która wkrótce da plony w postaci okaleczenia Omara. Wyczuwając niebezpieczeństwo, Linda z pomocą lekarza-okultysty planuje krwawe zwieńczenie tej tragicznej historii. Nie bójcie się, nie zdradzę Wam zakończenia, nie powiem nawet, która z głównych bohaterek zginie.

Chciałabym podsumować ten film, mając na względzie jego queerowe nawiązania, ale w gruncie rzeczy ciężko się ich tu doszukać. Nie ma na ekranie miejsca na relacje, seks jest jedynie środkiem do celu, a tytułowy homoseksualizm okazuje się stereotypem, powielającym znaną i lubianą „prawdę” o tym, że zainteresowanie drugą kobietą stanowi jedynie fazę, przed powrotem do heteronormatywnego związku. W skali od 1 do 3 nie daje więc „Wampirycznym lesbijkom” nic.

Vampyros Lesbos. Reżyseria Jesus Franco. RFN-Hiszpania 1971. Czas 89 min

 

Zofia Holeczek – studentka filmoznawstwa i kultury mediów, absolwentka wzornictwa. Miłośniczka kina, książek, płyt winylowych, samotnych wycieczek i czytania w wannie.

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *