Skip to content

Jak to jest być w dwóch mniejszościach jednocześnie? „Front cover” [Recenzja]

Cudowną rozciągłość geograficzną historii udało się zebrać w tegorocznym LGBT Film Festival. „Front Cover” dzieje się w mniejszości chińskiej w Stanach Zjednoczonych, wokół nowojorskiej agencji prasowej. To w niej pracuje jeden z głównych bohaterów – Ryan, wyoutowany gej-stylista w okolicach trzydziestki. Ale jak sam mówi: „What do I have to show for it?” („Czym się mogę do tej pory pochwalić?”).

polub-teczowypoznan-facebook

 

Jego przełożona, Francesca, nie chce mu nawet raz pozwolić stylizować zdjęć na okładkę poczytnego magazynu dla kobiet „Mais oui”, inne jego zawodowe sukcesy też nie są zbyt imponujące. Ale już w pierwszych minutach los pchnie go w kierunku niemal upokarzającej pracy z pewnym wschodzącym aktorem z Chin, Ningiem. Ning absolutnie nie życzy sobie pracy z nie-Chińczykami i, oczywiście, jest homofobem („Do your parents know that you are… abnormal?” – pyta z zażenowaniem Ryana).

Po tytule i rozwoju wydarzeń ogromnie łatwo z wyprzedzeniem domyśleć się kolejnych etapów historii, film jest lekki, ma zabarwienie poprawnie zrobionej komedii romantycznej. Gra aktorska jest naprawdę ciekawa. Świetnie zrobiony casting. Postacie odrobinę przerysowane (ale to pasuje do konwencji). Za to muzyka jest dość kiczowata, w wielu scenach po prostu się narzuca, zamiast stanowić dobrze dobrane tło.

Ale w tym filmie najlepsze jest coś innego: nie skupia się na zagadnieniu homoseksualności, ale na znacznie bardziej subtelnej różnicy między dwoma bohaterami – na ich postrzeganiu „chińskości”. Podczas gdy Ryan z dumą wyznaje, że niektórzy myślą, że jedno z jego rodziców jest białe, Ning chwali się ojcem, który był jedną z pierwszych osób na placu Tiananmen. Dodajmy: jednym z pierwszych żołnierzy. Ale poza tak oczywistymi różnicami, jest ich jeszcze cała gama. Jeden z chłopaków wychował się w rodzinie mówiącej po kantońsku, drugi po mandaryńsku. Jeden skoncentrowany jest na załatwianiu biznesu, dla drugiego liczy się poczucie kolektywności. W serii szybko zmieniających się scen, inaczej odniosą się do pojęcia rodziny, prawdy, tożsamości, przyjaźni czy obowiązku. Ten fascynujący kalejdoskop różnic zadziwiającego szybko doprowadzi do katharsis: sesja fotograficzna na dachu jednego z wieżowców naładowana jest pełnią napięcia między serwilizmem i perspektywą kolonizacyjną a honorem i indywidualizmem. Kolejne 10 minut filmu to fragment, dla którego warto obejrzeć całość.

Ning przed końcem filmu będzie musiał rozważyć, czy to chińska tożsamość i chińska okładka czasopisma są dla niego wartością, czy może woli siebie w amerykańskim wydaniu. Ryan będzie musiał podjąć znacznie mniej oczywisty wybór w obliczu obu tytułowych front covers. I jak na komedię romantyczną przystało, tylko doskonała znajomość chińskiej kultury pozwoli wam choćby w ułamku przewidzieć wynik tej wewnętrznej walki.

 

[arqam style= metro columns= 1 ]

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *