Skip to content

Jak zarazić widza

Chociaż są wyjątkowo tanie w produkcji, generują ogromne zyski. Mimo że gwałcą wyobraźnię widza, nie biorą go siłą ani podstępem. „Dzień, który zmienił moje życie” skradnie ci tylko czterdzieści minut z twojej egzystencji, a „Zdrady” grozić będą kłótnią najwyżej o pilota. Paradokumenty nie udają, że są czymś lepszym niż są – mówią do nas z ekranu metodą „kawa na ławę”, językiem i twarzami zwyczajnych ludzi. Być może w tym tkwi główny sukces tego osobliwego tworu, który zdominował czas antenowy najważniejszych stacji i chyba na dłużej rozgościł się w polskich domach.

Poza wątkami z życia rodziny i sąsiadów, programy tego formatu przynoszą pod strzechy także wiele społecznych problemów. O ile odbiorca o większej kompetencji szuka w nich jedynie absurdalnej i pełnej poczucia winy, „chamskiej” rozrywki, o tyle widz mniej świadomy lub w jakiś sposób wykluczony z dostępu do bardziej ambitnych źródeł, może dzięki nim kształtować w sobie nowe postawy wobec konkretnych kwestii. Co więc seriale z udziałem amatorów mówią na temat HIV i AIDS? Oto dwa przykłady!

Chciałabym w ogóle, żebyśmy byli parą, no ale jestem jakby nosicielką HIV

Jagoda Łotysz, lat 19, od urodzenia jest seropozytywna. Jej matka, pielęgniarka, zmarła na AIDS. Dziewczyna pracuje jako przedszkolanka i nauczona złymi doświadczeniami nie opowiada nikomu o wirusie, z którym żyje zupełnie normalnie. Problem zaczyna się, gdy zakochuje się w koledze z pracy, który także coś do niej czuje. Kiedy i w jaki sposób powinna wyznać mu prawdę? O tym opowiada jeden z odcinków polsatowskiego „Dlaczego ja?” Tytułowego pytania główna bohaterka właściwie sobie nie zadaje – pogodzona z losem, wspierana przez kochającego ojca, próbuje tylko nie wystraszyć swojego wybranka. Jej świadomość i dojrzałe podejście stoi jednak w sprzeczności z używanym przez aktorkę-amatorkę językiem. Słowa „nosiciel” i „zarazić”, które w rzeczywistości nie występują w słowniku samych zainteresowanych (mówi się raczej o „życiu z wirusem” oraz o „zakażaniu”) odmieniane są tu przez wszystkie przypadki. Do apogeum niezręczności dochodzi, kiedy w rozmowie ze swoim przyjacielem z grupy wsparcia (a więc również seropozytywnym) dziewczyna mówi, że jej potencjalny związek może zrujnować fakt bycia jakby nosicielką HIV.

Mimo nietrafionego, potocznego słownictwa, które może budzić negatywne skojarzenia, przedstawiona w odcinku historia od strony fabularnej zasługuje chyba na komplement. Postać dziewczyny, choć dość bezbarwna, wzbudza raczej sympatię i nie powiela stereotypów. Co jakiś czas do kamery zwraca się także mężczyzna, odgrywający rolę lekarza, który dodatkowo obala mity związane z wirusem i z samą chorobą. Epizod znajduje także swój szczęśliwy finał – związek osoby pozytywnej i niezakażonej okazuje się jak najbardziej możliwy.

Ja wolę mieć kontrolę nad swoim życiem i nad tym, kiedy i w jaki sposób umrę. Na pewno nie będę czekać, aż choroba zrobi ze mnie wysuszony szkielet.

17-letnia Anita, bohaterka jednego z odcinków hitu TVN – „Szkoły”, jest przekonana, że ma AIDS. Twierdzi, że wirusem HIV zaraziła się tydzień wcześniej, zacinając się zamkiem w sklepowej przymierzalni. Nastolatka zrobiła test na obecność wirusa, jednak ze strachu nie odebrała wyniku. Dziewczynę wspiera kuzynka, która uwierzyła w śmiertelną chorobę. Załamana Anita przygotowuje listę rzeczy, które musi zrobić przed śmiercią – chce zapalić w szkolnej toalecie, pocałować przystojnego wuefistę i wygarnąć koleżankom, co o nich myśli. Przerażona wizją umierania w męczarniach postanawia też sama zdecydować o momencie i sposobie, w jaki umrze.

W przypadku tej historii nie można mówić o wielkich walorach edukacyjnych. Nie ma mowy nawet o rozgraniczeniu między wirusem a samą chorobą AIDS – jedno i drugie funkcjonuje tu wyłącznie jako urojenia neurotycznej dziewczyny. Jej egzaltacja związana z wizją umierania w cierpieniach ma do tego raczej komediowy charakter, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę coraz bardziej absurdalne pomysły bohaterki. Wielka szkoda, gdyż serial cieszący się tak ogromną popularnością (średnia oglądalność na poziomie około miliona widzów) mógł potraktować temat z większą powagą, zwłaszcza ze względu na profil odbiorcy – ucznia gimnazjum lub liceum. Historia nie burzy uprzedzeń, nie obala stereotypów i nie szerzy wiedzy na temat potencjalnego ryzyka. HIV to AIDS, AIDS to paranoja.

Przykładów telewizyjnych fantazji o wirusie jest więcej, choć konia z rzędem temu, kto miałby siłę zanurzyć się nich wszystkich. Wniosek po obejrzeniu kilku podobnych odcinków nasuwa się jeden – popularne paradokumenty nie zmieniają świata. Opisują go mniej więcej takim, jakim mamy go widzieć. Pielęgnując (chwilami nieudolnie) polityczną poprawność, rezygnują z polotu i historii, które mogłyby zapaść w pamięć, wstrząsnąć świadomością odbiorcy. W formie i treści mniej lub bardziej niezręczne przedstawiają świat stereotypowo i trywialnie. Są niczym wirus – mnożą się na potęgę, mutują, osłabiają odporność.

 

Łukasz Chruściel – element napływowy ze Szczecina. Niespełniona drag queen i astrolog-amator. Człowiek o zróżnicowanym guście i lewicowym sumieniu. Stara się mieć otwarty umysł. I lubi składać modele samolotów.

 

Zdj. Telewizja Polsat – kadr z programu “Dlaczego ja?”

1 Komentarz

  1. Kulfon Kulfon

    Się rozpisał…:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *