Skip to content

Mężczyzna w blasku księżyca

Film Barry’ego Jenkinsa to jedna z największych kinowych niespodzianek tego roku, a także ciekawy paradoks. Niezależna, pozbawiona wielkich nazwisk historia czarnoskórego geja dorastającego w trudnym środowisku początkowo nie znalazła się nawet w regularnej dystrybucji w USA. Mimo to, wielu uznaje ją za obraz wprost skrojony pod oscarowy wyścig i aktualne oczekiwania Akademii, posądzanej z jednej strony o „wybielanie kina”, a z drugiej o przesadną polityczną poprawność. Taka diagnoza może być trafna chociażby w przypadku współzawodniczących z nim „Ukrytych działań”, które rozprawiają się z rasizmem w latach 60. z iście hollywoodzkim zacięciem. Tutaj jednak podobne zarzuty nie mają uzasadnienia.

Seans bardzo szybko weryfikuje zasłyszane opinie, że oto mamy do czynienia z typowym przykładem przewagi nośnego i ważnego tematu nad jakością i artystyczną wizją. Jenkins nie zwraca bowiem uwagi na kolor skóry swoich bohaterów – przeciwnie, podkreśla jego względność, pokazując, że w blasku księżyca może wyglądać całkiem inaczej. W zorientowane na różnorodność rasową festiwalowe oczekiwania nagrodzony Złotym Globem film wpisuje się tylko przypadkiem, opowiadając w trzech aktach uniwersalną historię o dojrzewaniu w trudnych, pozbawionych stabilności warunkach.

Głównego bohatera, Chirona, poznajemy jako chłopca, który musi sam radzić sobie z prześladującymi go kolegami. Mieszka z nieodpowiedzialną, uzależnioną od cracku matką, a oparcie znajduje w lokalnym dealerze narkotyków, dobrodusznym Kubańczyku, Juanie. To właśnie on i jego partnerka dają mu namiastkę prawdziwej rodziny, jakiej nigdy nie zaznał. „Mały”, jak wołają na chłopca w szkole, jeszcze nieświadomie, buduje w sobie wzór siły i męskości, który zadecyduje o jego dalszym życiu. Kolejne dwa rozdziały historii przypadają na wiek nastoletni i moment, w którym już jako dorosły mężczyzna bohater styka się z własną przeszłością.

Tym, co najbardziej uderza w całej historii jest sposób, w jaki ukazywane są wewnętrzne zmagania Chirona odgrywanego przez trzech aktorów. Każdemu z nich udaje się w oszczędny, a przy tym przejmujący sposób wyrazić wewnętrzną burzę bohatera, wynikającą z braku miłości, z agresji otoczenia i wątpliwości dotyczących własnej orientacji. Najtrudniejsze zadanie miał przy tym Trevante Rhodes, czyli odtwórca jego najbardziej dojrzałego wcielenia, który mimo gangsterskich atrybutów i rozbudowanych mięśni, wypełnia kadry bogactwem skrywanej, męskiej delikatności.

Brawa należą się także Brytyjce Naomie Harris, która w roli udręczonej nałogiem matki pokazała zupełnie inny rodzaj aktorskiej ekspresji. Jej fantastycznie wygrana nieobliczalność dodatkowo podkreśla tłumioną, „podwodną” wrażliwość filmowego syna.

Chociaż można mieć zastrzeżenia do niektórych momentów i nierównego tempa, film Jenkinsa ma w sobie ogromną siłę. Życie bohatera i jego tożsamość odsłania się przed nim, podobnie jak przed widzem, w przypadkowych spotkaniach, które po czasie układają się w wyraźne sygnały, i w nie zawsze dobrych wyborach. Znakomita muzyka i zdjęcia spinają zaś ze sobą nie tylko kolejne rozdziały historii, ale i dwa przeciwległe bieguny – męską siłę i księżycową poezję.

Mówi się, że w oscarowej walce o tytuł najlepszego filmu największym rywalem „Moonlight” jest nominowany w rekordowej liczbie kategorii „La La Land”. Chociaż oba filmy stanowią swoje formalne przeciwieństwo, jest między nimi wspólny mianownik. Jeden i drugi porusza temat żalu za tym, co przepadło, przywołuje niespełnione (lub nie do końca spełnione) marzenie. Bywa jednak, że scenariusz, jaki serwuje nam życie, rekompensuje te straty. Czasem olśniewającą karierą, czasem zwykłym zrozumieniem.

Moonlight. Reż. Barry Jenkins. USA 2016. Dystrybucja w Polsce Solopan. Czas 111 min

 

Łukasz Chruściel – element napływowy ze Szczecina. Niespełniona drag queen i astrolog-amator. Człowiek o zróżnicowanym guście i lewicowym sumieniu. Stara się mieć otwarty umysł. I lubi składać modele samolotów.

 

Zdj. “Moonlight” reż. Barry Jenkins (mat. dystr.)

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *