Skip to content

Prześwietlony kadr. „Zagubieni w białym mieście” [Recenzja]

Wyobraź sobie Tel Awiw (zwany też Białym Miastem), skąpany w słońcu. Jesteś na rauszu, a miasto przypomina mleczny ząb: jest wybielone, twarde, ale zieje w nim też otwarta rana, dziura. I w równym stopniu chodzi o ślady po bombach, jak i o Twoje ziejące pustką serce.

polub-teczowypoznan-facebook

 

„Zagubieni…” faktycznie wydaje się filmem bladym, za jasnym, w którym każda bardziej nasycona barwa zdaje się być nie na miejscu. Od Jaffy po strefę Gazy na ekranie zawsze króluje monotonna paleta barw. To dobrze współgra z ogólnym zblazowaniem głównych bohaterów: Kyle’a i Evy. Studenci jakiegoś amerykańskiego ASP przyjeżdżają do Izreala pobudzić krążenie kreatywnych soków i, niejako przy okazji, własnych płynów ustrojowych.

Jeśli się kochają, to bardzo autystyczna i niesprawiedliwa miłość. Kyle potrzebuje raczej wpatrzonej w niego fanki. Eva, czegokolwiek potrzebuje – intelektualnej stymulacji czy czułej opieki – na pewno nie dostaje tego od swojego chłopaka. Kyle woli hotelowe „małpki” z whisky i drogi aparat fotograficzny od angażowania się w cokolwiek.

Bohema, w której obraca się ta znudzona sobą para, pulsuje od strategicznie umieszczonych symboli. Eva po przyjeździe zaczyna obwieszanie ściany nad łóżkiem od zdjęcia bodaj Virginii Woolf, Kyle zazwyczaj trzyma teleskopowy obiektyw swojego aparatu w okolicach krocza, sugerując uprzedmiotowienie kręconych modeli (niezależnie od ich płci czy wieku), zaś Izraelczyk, który wtargnie między naszych bohaterów ma na imię Avi (czyli Eva czytane od tyłu). To tylko kilka z rozsianych po filmie mniej lub bardziej widocznych symboli (jest nawet przywołanie „Noża w wodzie”!), przyjemność wytropienia reszty pozostawiam przyszłym widzom.

Bowiem „Zagubionych w białym mieście” polecam z ręką na sercu. Nie jest to film monumentalny, ale dzieło godne obejrzenia i refleksji. Niebezpieczny i nieheteronormatywny trójkąt to nie tylko przeintelektualizowana odpowiedź na pytanie „W co się bawić?”. Nie. To całkiem serio rozważania o tym, jakimi prawami rządzi się młodość – i do kiedy? Jakie prawo w tej grze ma kobieta do decydowania o własnym ciele? Jak bardzo można poświęcić się dla sztuki?

Póki co, słońce praży. Liście drzew nie dają wystarczającego cienia, alkohol, który wynieśliśmy z hotelu dawno już przestał być zimny, a dzieciaki, które nagrywamy od niechcenia jak ganiają się z kijem w dłoni, są zdecydowanie za głośno.

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *