Skip to content

Przez orgię do serca

Od tygodnia na ekranach wybranych polskich kin oraz w serwisie VOD Outfilm.pl można oglądać “Paryż 05:59” – francuski dramat erotyczny. To historia dwóch mężczyzn, którzy poznają się podczas orgii w gejowskim seks klubie. Recenzja Emila Miszkowicz-Adamowicza.

Paryż 5:59 (Théo i Hugo dans le même bateau). Reżyseria Olivier Ducastel i Jacques Martineau. Francja 2016. Dystrybucja Tongariro. Czas 97’

 

 

Chyba możemy się zgodzić, że nie ma nic mniej romantycznego niż orgia w obskurnym klubie. A jednak, właśnie w tych okolicznościach poznają się główni bohaterowie filmu „Paryż 5:59”, Hugo i Théo. Pierwsze dwadzieścia minut filmu to sekwencja ryzykowna, zarówno dla bohaterów, jak i dla widzów. Pornograficzne obrazy i realia seks-klubu stają się scenerią zbliżenia (fizycznego, ale, jak się potem okaże, nie tylko) dwóch mężczyzn. Od ostrego i kontrowersyjnego początku film zmierza jednak w rejony coraz zwyklejsze, a kończy się pokazaniem, jak rodzi się prawdziwe uczucie.

Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy i podzielona została na trzy części. Część pierwsza to sekwencja orgii, druga – wizyta w szpitalu (istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że Théo zaraził się od Hugo wirusem HIV). Sekwencja ta, potencjalnie pełna napięcia, zmienia się jednak w instrukcję: co zrobić, gdy…. Mimo wartości dydaktycznych, brakuje w niej dynamizmu i żywych reakcji bohaterów.

Wielkim atutem filmu jest natomiast jego trzeci akt. Reżyserom udało się nie zanudzić widza, choć pokazują po prostu chodzenie po mieście i gadanie o niczym. Urok bohaterów pozwala na łatwe utożsamienie się z nimi. Podczas oglądania tej nocnej wędrówki po sennym Paryżu, nasuwają się skojarzenia z „Przed wschodem słońca” Linklatera, ale – w przeciwieństwie do Jesse’ego i Celine – Hugo i Théo nie zagłębiają się w intelektualne dysputy. Są bezpośredni i antyromantyczni. Co prawda, znienacka postanawiają porozmawiać o Balzaku, lecz wypada to sztucznie i nie jest potrzebne, żebyśmy ich lubili. Szkoda tylko, że pod koniec film wpada w ckliwość, która niweczy zbudowany wcześniej realizm. Patetyczne deklaracje i ich tani romantyzm wcale nie były potrzebne do sprawnego zamknięcia tej historii.

Jednak, mimo niedoskonałości, ta opowieść o jednej nocy w życiu Hugo i Théo wydaje się ciekawą propozycją kina LGBT. Rzetelne i bezpośrednie potraktowanie tematu HIV, bez niepotrzebnych melodramatycznych dodatków, jest czymś świeżym i pożytecznym. Po stronie zalet należy też zapisać eksperymenty z narracją filmu, których kino LGBT przeważnie się wystrzega. Największym zaskoczeniem jest jednak to, że udało się autorom – Olivierowi Ducastelowi i Jacquesowi Martineau – przyćmić początkową scenę orgii bezpretensjonalną atmosferą dalszej części filmu. Odważne sceny seksualne stają się wstępem do uroczej historii o początkach miłości.

 

Emil Miszkowicz-Adamowicz – filmoznawca-samouk. Od ponad czterech lat prowadzi audycję filmową w poznańskim radiu Afera. W wolnych chwilach każe ludziom chodzić do kina i wyrażać swoje opinie na dkf-owych spotkaniach. Wyznaje zasadę, że najlepsze filmy to takie, w których nic się nie dzieje. Poza tym fan bibliotek i czytania w tramwaju.

 

Zdjęcie – mat. dystr. (Tongariro Releasing)

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *