Skip to content

Rżnięcie po polsku

Moja babka miała las. Kawałek pola i łąki też miała, ale w opowieściach rodzinnych „las” brzmiał bardziej dostojnie i – co tu dużo kryć – świadczył o pewnym bogactwie i pozycji. Potem zaczęły się z lasem przepychanki. Okazało się, że tych kilkanaście drzewek na wygonie za miasteczkiem trafiło do rodziny w wyniku powojennej reformy rolnej. Zabrali hrabiom Czyżewskim, a dali ludowi. Przez całą komunę rodzina narzekała, że z lasu nie można korzystać. Nawet w takim PRL-u przepisy były restrykcyjne, wycinać wszystkiego i wszędzie nie można było, a latanie po urzędach, by zdobyć pozwolenie zamieniało się w udrękę. Polskim sposobem piło się więc wódkę z kimś ważnym, załatwiało się kawę i koniak lub opony zimowe, a wszystko w zamian za zgodę na wycinkę. Ta jednak nadal obudowana była rozmaitymi ograniczeniami. W rodzinie więc, od prawa do lewa, narastało poczucie niesprawiedliwości. Ludowa władza co prawda dała, ale jednocześnie zabroniła korzystania z bogactwa drzewostanu. A przecież wszystkim marzyła się jakaś elegancka boazeria w przedpokoju lub dębowy parkiet. Do babki rodzina wysyłała prośby o drewno. Ta jednak niewiele mogła. Nawet chrust we własnym lesie zbierała na pół legalnie.

„Lex Szyszko” spłynęło więc na polski lud niczym akt dziejowej sprawiedliwości. Na prywatnej działce (ale nie tylko tam) można teraz wyrżnąć najbardziej spektakularny numer roku. W miastach, osadach i wioskach, w parkach, ogrodach, przy drogach trwa od pierwszego stycznia szaleństwo z piłą spalinową w tle. Urzędnicy albo bezsilnie rozkładają ręce, albo z radością przykładają owe ręce do narodowej wycinki. Najpierw poszedł pod topór kilkusetletni dąb w podwarszawskim Wawrze. Drzewo miało czelność stać obok kortu tenisowego i jakiejś budy z narzędziami. Podniósł się medialny szum. Ale to był jedynie wstęp do dzieła pod tytułem „Szyszko-tu byłem!” . Gdy mróz odpuścił, a śniegi stajały, prasa nie nadążała już z opisywaniem kolejnych aktów dramatu, czyli przypadków „wycinkowego” barbarzyństwa. Pod topór poszły całe aleje lipowe, dwustuletnie dęby na Białołęce w Warszawie, drzewa na poznańskich Naramowicach, czy lasek przy zabytkowej wieży ciśnień w Katowicach – Giszowcu. A to tylko przykłady z ostatnich kilkunastu dni. Gdy naczelnik Polski , Jarosław Kaczyński coś zaczął przebąkiwać o zmianie zbyt liberalnego prawa, na wycinaczy padł blady strach. Wzmogli więc swoją niszczycielską działalność, by zdążyć z dziełem zniszczenia przed ewentualnym wprowadzeniem niekorzystnej nowelizacji.

W tym szaleństwie jest metoda, a jego przyczyna tkwi właśnie w owym babcinym lesie, który w zasadzie nie był jej własnością. Przez lata całe lud nad Wisłą utwierdzał się w przekonaniu, że posiadanie czegoś w Polsce to rzecz względna. Państwo bowiem może zawsze zabrać, zamienić, zabronić, ograniczyć, a nawet ukraść i nie poniesie przy tym żadnej kary. Teraz więc z piłą w ręku mścimy się za lata upokorzeń. Za komunę, za SLD i za Tuska liberała, który słuchał durnych gejów, rowerzystów i innych ekologów. Wszyscy obywatele chcieli mieć szerokie drogi, szybkie autostrady, piękne bloki na zamkniętych osiedlach oraz wybetonowane, suche parkingi pod domem. A wszędzie tam na nieszczęście wyrastały te durne drzewa, które ograniczały naszą wolność. Teraz minister Szyszko (wraz z naczelnikiem i jego kotem) zrobił wszystkim dobrze. Zezwolił na masowe rżnięcie w całym kraju, bez ograniczeń i stresu, bez zabezpieczeń i konsekwencji.

Wycinka drzewa jako substytut aktu seksualnego. Polak katolik coraz rzadziej może zmusić żonę do spełnienia małżeńskiego obowiązku, za to z każdym drzewem sobie poradzi. Może gwałcić naturę, ile wlezie. Z radością wytnie park, zaleje asfaltem niejeden zielony skwer i przekopie Mierzeję Wiślaną. I co mu zrobicie? Nic! Suweren ma piłę i nie zawaha się jej użyć.

 

Sergiusz Rycaj – dziennikarz, z wykształcenia historyk sztuki. Miłośnik opery i berlińskich zaułków. Mieszka w Warszawie.

 

Zdj. Jaymantri – CC0 License

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *