Skip to content

Co się kryje w “Ukrytej prawdzie”?

Seriale paradokumentalne, czyli produkcje łączące treść opery mydlanej z formą dokumentu, stanowią nieoceniony materiał do obserwacji socjologicznych z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, ich twórcy, doskonale świadomi, że nie przyciągną publiczności skomplikowaną fabułą czy wyrafinowaną grą aktorską, chętnie stawiają na element zaskoczenia – dlatego też z obserwacji poruszanych przez nich zagadnień możemy dowiedzieć się, co w Polsce AD 2017 uważane jest za kontrowersyjne. Po drugie, ponieważ w 45-minutowych odcinkach brak czasu na rozbudowane charakterystyki bohaterów, często odwołują się one do utartych wyobrażeń i klisz.

Historia reprezentacji osób LGBT w paradokumentach odzwierciedla więc zmianę, jaka dokonała się w ostatnich latach w świadomości polskiego społeczeństwa, a przynajmniej jego części. Początkowo głównym tematem tego typu odcinków było samo szokujące odkrycie nieheteronormatywności członka rodziny – dziś, nawet jeśli motyw ten powraca jeszcze od czasu do czasu, opowiadane historie stały się znacznie bardziej różnorodne. Twórcy najwyraźniej doszli do wniosku, że samo istnienie lesbijek nikogo już nie zaszokuje, dlatego zdecydowali się pokazać problemy, z jakimi muszą się one mierzyć w swoim codziennym życiu. Należy do nich przede wszystkim nietolerancja, doświadczana na przykład w miejscu pracy. Małgorzata, główna bohaterka 126 odcinka „Ukrytej prawdy”, jest powszechnie lubianą nauczycielką polskiego w gimnazjum, do czasu aż staje w obronie dwóch uczennic, ukaranych za umieszczenie relacji z Marszu Równości na szkolnym blogu. Od tej chwili sama staje się obiektem szykan ze strony dyrekcji szkoły i pozostałych nauczycieli, co ostatecznie doprowadza ją do zwolnienia się z pracy. Całość odcinka mocno inspirowana jest prawdziwą historią Marty Konarzewskiej, która podobnie jak Małgorzata popadła w niełaskę po tym, jak wstawiła się za dwoma uczennicami. Serialowa wersja została jednak dość mocno podkoloryzowana – bohaterka nie tylko musi ukrywać swój związek z zatrudnioną w tej samej placówce koleżanką, ale również odrzucić zaloty zakochanej w niej gimnazjalistki. Jej największym wrogiem, gotowym posunąć się nawet do spreparowania kompromitujących ją zdjęć, okazuje się zaś konserwatywny nauczyciel Konrad, pod koniec odcinka zdemaskowany jako pedofil. Twórcy krytykują w ten sposób częste porównania homoseksualizmu i pedofilii: z jednej strony mamy więc oddaną swojej pracy Małgorzatę, której orientacja nikomu nie robi krzywdy, z drugiej obłudnego Konrada za zamkniętymi drzwiami wykorzystującego nieletnich.

Kwestię nietolerancji w polskiej szkole porusza również 76 odcinek „Szkoły” – zakochana w koleżance z klasy licealistka Kasia jest wyśmiewana przez rówieśników, dopóki w jej obronie nie staje popularna Lucyna. W tego typu produkcjach nie ma miejsca na subtelności, dlatego homofobia przybiera przeważnie formę fizycznej czy też słownej przemocy niż znacznie częściej występującego wykluczenia ze wspólnoty czy wymownego milczenia. Twórcy paradokumentów pochylają się jednak również nad bardziej skomplikowanym problemem dyskryminacji prawnej, przede wszystkim brakiem możliwości adopcji dla par jednopłciowych. W „Ukrytej prawdzie” powstały już trzy odcinki poświęcone trudnej drodze do tęczowego rodzicielstwa – w pierwszym przypadku jedna z kobiet decyduje się w tym celu na seks z przypadkowo poznanym mężczyzną, w dwóch pozostałych partnerki dogadują się z zaprzyjaźnioną parą gejowską. Aż dwa z tych odcinków kończą się jednak rozpadem związku na skutek zazdrości i konfliktów, co można interpretować jako głos poparcia dla homoadopcji jako rozwiązania pozwalającego uniknąć wielu kłopotów. Szkoda tylko, że zamiast koncentrować się jedynie na szokującym aspekcie spłodzenia potomka, nie zdecydowano się pokazać późniejszego życia tęczowych rodzin, co mogłoby pomóc przełamać społeczny opór w tym temacie.

O ile życie osób LGBT według paradokumentów wydaje się być ograniczone jedynie do powtarzających się wątków dyskryminacji i trudnych coming outów, to sam obraz kobiet nieheteronormatywnych jest, jak na jakość produkcji, zaskakująco różnorodny. Bohaterki pochodzą zarówno z małych miast, jak i ze stolicy, różni je zawód, wykształcenie i status materialny, a miłość do osoby tej samej płci może przytrafić się zarówno nastolatce ze „Szkoły”, jak i zamężnej trzydziestolatce. Co ciekawe, większość przedstawionych kobiet mocno odbiega też od stereotypowej krótko obciętej lesbijki we flanelowej koszuli w kratę. Wyjątek stanowią dwie bohaterki z serii „Szpital”: chłopczyca Kamila, malująca mieszkanie dla swojej ukochanej i Sylwia – agresywna dresiara, która bierze udział w walkach ulicznych. W pozostałych relacjach nie ma natomiast sztywnego podziału na bardziej „męską” i „kobiecą” część, co można uznać za próbę złamania pokutującego w społeczeństwie wyobrażenia.

Znacznie gorzej radzą sobie twórcy z postaciami biseksualnymi, bardzo często przedstawianymi jako niezdecydowane lub niezdolne do wierności. W 138 odcinku „Szpitala” Maja jedynie wykorzystuje swoją dobrze zarabiającą dziewczynę, w rzeczywistości spotykając się jednocześnie z mężczyzną. Podobnie postępuje również Ola z odcinka 417, która mimo udanego związku z drugą kobietą od czasu do czasu sypia z byłym chłopakiem. Gdy okazuje się, że jest w ciąży, ostatecznie wybiera wspólne życie właśnie z nim. Uwagę zwraca również kompletny brak zrozumienia, czym jest biseksualizm: jeśli dziewczyna, do tej pory umawiająca się z płcią przeciwną, znajduje sobie partnerkę, automatycznie zostaje określona jako lesbijka, z kolei związek z mężczyzną oznacza automatyczny powrót do heteronormy. Potwierdza to niestety wciąż bardzo niski poziom społecznej świadomości w temacie osób bi, które nawet w środowisku LGBT spotykają się z wieloma uprzedzeniami.

"Ukryta prawda" (zdj, TVN)
“Ukryta prawda” (zdj, TVN)

Mimo wszystko można uznać, że seriale paradokumentalne pełnią funkcję edukacyjną i to nie tylko poprzez oswajanie widzów z niektórymi zjawiskami. Przykładowo wszystkie pojawiające się przejawy homofobii zostają jednoznacznie potępione czy wręcz ośmieszone, jak w przypadku nietolerancyjnego ojca bohaterki 562 odcinka „Szpitala”, deklarującego na szpitalnej sali: Chcę, żeby moja córka wróciła do naszego życia. Ale nie jako lesbijka., który sportretowany został jako twardogłowy furiat, nie liczący się ze szczęściem własnego dziecka. Kiedy w 668 odcinku „Ukrytej prawdy” matka bohatera na wieść, że domniemana narzeczona syna jest w rzeczywistości jego przyjaciółką-lesbijką, komentuje: Teraz już wiem, czemu Sabina tak się angażowała w sprawy bitych kobiet. Bo nienawidzi mężczyzn., wiadomo od razu, że mamy tu do czynienia z osobą starej daty i o dość zaściankowej mentalności. Z kolei, pochodzący z małej miejscowości rodzice Marty z 48 odcinka „Słoików” uważają orientację córki za „hańbę” i po coming oucie wyrzucają ją z domu. Jej historia kreśli więc wyraźną opozycję pomiędzy nietolerancyjną wsią, a wielkomiejską Warszawą, gdzie dziewczyna po początkowych perypetiach odnajduje wreszcie zrozumienie i akceptację. I choć np. doniesienia o powszechnej sympatii, jaką cieszą się w swoich miejscowościach homoseksualni sołtysi, pozwalają kwestionować tę stereotypową konserwatywność polskiej wsi, należy docenić starania twórców, by pokazać homofobię jako coś „obciachowego” i nieprzystojącego człowiekowi wykształconemu.

Można oczywiście zastanawiać się, ilu widzów traktuje tego rodzaju produkcje na serio, nie zmienia to jednak faktu, że są one jednym z niewielu programów w polskiej telewizji, w których widzowie mogą się w ogóle zetknąć z nieheteronormatywnymi kobietami. O ile gejom już dawno udało się na stałe wejść do mainstreamu, dzięki takim produkcjom jak „M jak miłość” czy „Płynące wieżowce”, lesbijki lub biseksualistki w popularnych polskich filmach i serialach to nadal pojedyncze, niezbyt ciekawe przypadki. Tę sytuację odmienić mogli twórcy serialu „Na wspólnej”, gdy kilka miesięcy temu zdecydowali się wprowadzić postać zawadiackiej, wyoutowanej Klaudii, która zakochuje się w jednej z głównych bohaterek, Oli. Para cieszyła się sporą popularnością, szczególnie wśród nastoletniej publiczności, niestety po kilkunastu odcinkach dziewczyny rozstały się, Ola znalazła chłopaka, a temat jej orientacji zniknął równie szybko jak się pojawił. Póki co spragnione nieheteronormatywnych bohaterek Polki muszą więc zadowolić się zagranicznymi produkcjami.

Przeczytaj także “Jak zarazić widza”, czyli tekst o motywie HIV/AIDS w polskich paradokumentach.

 

Hanna Jaśkiewicz – ukończyła japonistykę w Berlinie, od niedawna mieszka i studiuje w Poznaniu. Interesuje się literaturą piękną, polityką oraz poznawaniem nowych języków i kultur, w których zawsze stara się odnaleźć pierwiastek LGBTQ. Uwielbia koty.

 

Zdj. TVN

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *