Skip to content

Słowem i czynem

O tym, czy istnieje jeszcze coś takiego jak kultura studencka rozmawiamy z Mateuszem Dworkiem – założycielem i prezesem działającej w Poznaniu Fundacji Kultury Akademickiej.

Kuba Krzyżański: Poznań bywa reklamowany jako miasto przyjazne studentom. Czy rzeczywiście tak jest?

Mateusz Dworek: Poznań jest miastem studenckim dlatego, że w tym mieście jest po prostu dużo studentów, ale nie myśli się o nich w kategorii jakiejś grupy społecznej, którą można zagospodarować. Nie ma dla nich żadnego spójnego i merytorycznego programu. Żyjemy ze złudnym przekonaniem, że, skoro studenci przyjeżdżają do Poznania, to już na pewno w nim zostaną. Oczywiście, większość osób zostaje, bo zdążyli zapuścić tu korzenie lub zwyczajnie nie lubią przeprowadzek. Dla tych osób jest jakaś oferta kulturalna, ale raczej ze strony kultury sprywatyzowanej, czyli klubów, kin… Mamy dużo tego typu miejsc, natomiast władzom miasta brakuje „pomysłów na studenta”. Brakuje też wspólnej polityki uczelni wyższych. To bolączka, nad którą warto się zastanowić.

Wiesz, jak Poznań wygląda na tle innych polskich miast?

Jeśli chodzi o czas wolny, to Poznań ma się całkiem dobrze, dlatego, że każdy wybiera tu sobie miejsce, do którego udaje się po skończonych zajęciach. Na pewno lepiej jest w stolicy, natomiast wszystkie inne miasta mają ten sam problem. Nigdzie nie przedstawiono spójnej koncepcji, jak wykorzystać fakt, że dane miasto jest studenckie. Nie uwzględnia się uniwersytetów – są one cały czas traktowane jako elitarny odrębny twór, a nie jako równorzędny partner w rozwoju gospodarczym, strukturalnym i ekonomicznym. Widać to np. podczas planowania nowych inwestycji. Miasto cały czas korzysta z ekspertów prywatnych firm, zapominając o zapleczu, jaki stanowią państwowe uczelnie.

A życie studenckie przeszło przez ostatnie dekady jakąś przemianę? Skojarzenia z nim związane to raczej obrazki rodem z PRL-u: zadymione klubokawiarnie, kabarety itp.

Już samo hasło „kultura studencka” brzmi nieco archaicznie. Dzisiaj to raczej ciąg indywidualnych wyborów. Kultura studentów nie ma programu, nie stoi w opozycji do innych działań, tylko płynie równym nurtem z obowiązującymi trendami. Obecnie wszystko stało się skomercjalizowane, także rynek usług dla studentów. Można dyskutować, czy jest to dobry, czy zły kierunek, ale tak jest. Ponadto, kiedyś tych studentów było mniej. Trudno więc o latach 60. i 70. mówić dziś inaczej niż w kategoriach „muzeum społecznego”. Nie ma co wracać do tamtych czasów, naśladować ich albo powielać. Poza samą nauką wszystko, co jest proponowane studentom, organizują raczej prywatne podmioty. Mam tu na myśli rozrywkę, wakacje i wszelkie dodatkowe zajęcia. Dlatego dziś kulturę studencką należy traktować jako odnogę kultury skomercjalizowanej i popularnej – na pewno nie jako elitarny twór.

Jak w tych realiach odnajduje się Fundacja Kultury Akademickiej?

My postanowiliśmy zaproponować studentom, zarówno tym z Polski jak i tym z zagranicy, program rozwoju. Traktujemy ich przedmiotowo, nie jako bezideową masę, ale jako ważnych uczestników dyskusji o mieście, w tym i o poznańskim środowisku akademickim. Popularyzujemy też takie działki jak literatura albo kino, które od lat są przez uczelnie zaniedbywane. Zainicjowaliśmy festiwal LiteruFKA – cykl rozmów o literaturze. Organizujemy także cykl Watch and Talk Polish Cinema, podczas którego cudzoziemcy mogą podyskutować o współczesnym polskim kinie. Oprócz tego mamy szereg projektów wydawniczych, debat i propozycji kulturalno-rozrywkowych. Te propozycje znajdują tysiące chętnych, natomiast nie wiem, czy to wynika z potrzeby współtworzenia kultury studenckiej, czy z tego, że po prostu opanowaliśmy jakąś niszę, która dotychczas była niezagospodarowana.

Literatura to z pewnością nisza, a co sądzisz o tzw. mainstreamie? Mam tu na myśli masowe imprezy, takie jak Juwenalia lub Wielkie Grillowanie.

Moim zdaniem promują fatalny program kulturalny, robiony po linii najmniejszego oporu. Do tego nie jest on darmowy, bo imprezy te są coraz droższe i po prostu mało aktualne. Juwenalia cały czas bazują na sentymencie wobec lat 80-tych, Jarocinów itp. Kultura jest wartościowa, gdy nadąża za bieżącymi trendami, więc z przykrością stwierdzam, że słabym pomysłem jest dawanie na główne gwiazdy co roku Kazika, Grabaża etc., czy odwoływanie się do rozrywki rodem z PRL-u. To się powoli zmienia, ale w zbyt wolnym tempie.

Jak zatem skutecznie promować kulturę wśród studentów?

FundacjaKulturyAkademickiej
zdj.  archiwum Fundacji Kultury Akademickiej

Jeśli kultura ma być robiona na uczciwych zasadach, musi być dostępna dla każdego. Przede wszystkim powinna być darmowa. Trzeba likwidować wszelkie bariery, które uniemożliwiają ludziom udział w kulturze. Ludzie nie chodzą do teatru nie dlatego, że jest dla nich nieciekawy, tylko zwyczajnie uczestnictwo w kulturze jest relatywnie drogie w stosunku do naszych zarobków. Nasz program jest otwarty, wsłuchujemy się w głos studentów i absolwentów, szukamy wspólnych rozwiązań, możliwie sprawnie reagujemy kiedy studenci są traktowani niesprawiedliwie, ale przede wszystkim zakłada równorzędne traktowanie uczestnika i nadawcy komunikatu kulturowego. Nie chcemy robić spotkań w salach wykładowych, zapraszać jednej osoby, która występuje w roli autorytetu, podczas gdy pozostałe sto osób siedzi cicho i słucha. Jeśli ma to być fair, to każdy kto przychodzi ma się czuć równorzędnym uczestnikiem takiej dyskusji.

Zauważyłem, że w dzisiejszym życiu studenckim brakuje polityki. Wasza fundacja także unika deklaracji politycznej i komentowania aktualnych wydarzeń. To świadome postępowanie?

Ale czy kultura nie jest bezpośrednio uwikłana w politykę? Darujemy sobie na pewno bieżący komentarz polityczny, choćby dlatego, że trudno się odnosić do współczesnej sceny politycznej inaczej niż z zażenowaniem. Nie chcemy tego. Natomiast są obszary, o które warto walczyć – słowem i czynem. Z pewnością sprzeciwiamy się wszelkim rodzajom wykluczenia, dyskryminacji, rasizmu, homofobii, szkodliwym i nieprzemyślanym działaniom w obrębie szkolnictwa wyższego. Stąd też np. różne inicjatywy adresowane do studentów z innych krajów, którzy – nie ma co ukrywać – cały czas w Poznaniu są narażeni na szereg nieprzyjemności.

Jakie są najbliższe plany FKA?

2 lutego zaczynamy kolejną edycję cyklu LiteruFKA. Naszym gościem będzie m.in. Julia Szychowiak – jedna z najciekawszych poetek młodego pokolenia. Zaprosimy też na pewno kilka osób, z którymi porozmawiamy nie tylko o poezji, ale ogólnie o kulturze. Rozpoczynamy także kolejny sezon spotkań poświęconych uniwersytetowi, który, jak nigdy wcześniej, potrzebuje mądrych decyzji.

 

Kuba Krzyżański – kulturoznawca, dziennikarz, kolekcjoner płyt winylowych. Gdyby mógł podróżować w czasie, odwiedziłby Stany Zjednoczone przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Rodowity poznaniak. 

Zdjęcia – z archiwum Fundacji Kultury Akademickiej

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *