Skip to content

Spalony dowcip. “S&M Sally” [Recenzja]

Zapowiadało się świetnie. Piątek, kino, film bez roztrząsania zagadnień fundamentalnych. Miało być o parze lesbijek, z których jedna będzie stawiać swoje pierwsze kroki w kulturze BDSM – lekka komedia pomyłek. Tylko już po pół godzinie pan w rzędzie przede mną chrapał. Po kolejnym kwadransie w objęcia Morfeusza udała się pani po prawej.

polub-teczowypoznan-facebook

Być może to po prostu słabość kontynuacji, bo po projekcji dowiedziałam się, że “S&M Sally” jest kontynuacją “Butch Jamie” i “Heterosexual Jill”. Niestety nie miałam okazji obejrzeć wcześniejszych przygód Jamie (Sally to jej pseudonim jako “dominy”) i Jill. Mam natomiast silne podejrzenie, że trzecia część jest najsłabszą z całej trylogii. Poza tym, fakt, że jedną z głównych ról (Jamie/Sally) gra Michelle Ehlen, może dodatkowo pogarszać sprawę. Dlaczego? Bo kiedy jednocześnie jest się reżyserką, scenarzystką i odtwórczynią tytułowej roli, to całość pachnie raczej przedstawieniem na zakończenie drugiej klasy liceum niż ciekawą pozycją kinematograficzną.

Temat przewodni: Nie lubię siebie, ale będę zgrywał/a chojraka w łóżku, żeby inni mnie lubili. Ten schemat powtarza z drobnymi wariacjami niemal każda osoba w tej historii. Oprócz Jamie i Jill, które obydwie, ku zgryzocie Jamie, lubią być u góry, chociaż jedna z nich jest butch, a druga femme, mamy też Melinę vel Petardę, Lolę, Davida i Sebastiana. Melina (grana przez zjawiskową Dolly Gray) kręci się po lokalnym klubie BDSM szukając lesbijek, które mogłyby ją zdominować za pomocą ostrych przedmiotów. Lola – najlepsza przyjaciółka Jamie – jest biseksualistką oraz wysmakowaną pozerką. Właśnie weszła w związek z opętanym mistycyzmem poliamorystą Sebastianem, który chętnie zaprosiłby do łóżka jeszcze kogoś. Wybór pozornie przebiegłej Loli pada na Davida – Gay Best Friend Jamie – Azjatę z kompleksami, w założeniu łatwego do przestraszenia wizją trójkąta z kobietą.

Akcja rozgrywa się między domem Jamie, mieszkaniem Sebastiana, ekskluzywnym klubem BDSM w opuszczonym magazynie, a klubem jogi, gdzie wszyscy chodzą tylko po to, żeby snobistycznie zaimponować innym medytacją. I wszystko w tym filmie wydaje się takie być: zrobione na pokaz, na siłę, by zdobyć poklask. Nie jest to niestety ani urocze, ani zabawne, ani ciekawe. Uporczywe żarty mają raczej pokryć zażenowanie bohaterów każdą kolejną sceną. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że najśmieszniejsze dowcipy z trailera, wplecione w akcję zupełnie przestawały pobudzać do chichotu, a co dopiero do śmiechu.

Jamie-and-Jill
“S&M Sally” (reż. Michelle Ehlen, 2015)

Jedyną ciekawą dla mnie stroną filmu były sceny odtwarzane w zwolnionym tempie, najczęściej z klubu BDSM, które miały ukazać fascynację i zaciekawienie Sally nowymi doświadczeniami. Były estetyczne, całkiem zmysłowe, pobudzały wyobraźnię – szkoda tylko, że nie o to chodzi w komedii.

Podsumowując, jeśli nie czuliście się grupą docelową “50 twarzy Grey’a”, to targetem “S&M Sally” jesteście jeszcze mniej. Omijajcie z daleka!

[arqam style= metro columns= 1 ]

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *