Skip to content

Tęczowe Fyrtle – Swarzędz

Swarzędz nie jest typową „sypialnią” miasta, taką jak np. Suchy Las czy Przeźmierowo po zachodniej stronie Poznania. Stosunkowo mało poznaniaków się tutaj przenosi, kierunek migracji jest odwrotny. Można zaryzykować stwierdzenie, że niemal każdy, kto pochodzi ze Swarzędza, prędzej czy później, część swojego życia zacznie spędzać w Poznaniu. Dokładnie tak dzieje się w przypadku Kasi (rocznik 1992), naszej kolejnej bohaterki, która obecnie przygotowuje się do wyprowadzki z domu rodzinnego.

– Praktycznie rzecz biorąc, w ogóle nie spędzam czasu wolnego w Swarzędzu. Nie ma tu miejsc do spotkań, poza własnym domem i ogródkiem, jeśli ktoś takowy posiada. Nie ma gdzie posiedzieć ze znajomymi. W dzieciństwie można było wymyślić jakieś zabawy w grupie, ale mi zawsze brakowało czegoś ciekawszego.

Kasia, fot. Marcin Glabus / Photosensitiveme Photography
Kasia, zdj. Marcin Glabus / Photosensitiveme Photography

Zanim jednak Kasia odkryła uroki życia w Poznaniu, wychowywała się w swarzędzkiej Nowej Wsi. Ta część miasteczka w dużej mierze zabudowana jest małymi blokami i osiedlami domków jednorodzinnych. W takich miejscowościach ciężko jednak wyodrębnić poszczególne fyrtle, bowiem niemal wszyscy mieszkańcy czują się tu swoimi sąsiadami.

– W mojej okolicy mieszkały przede wszystkim młode małżeństwa z małymi dziećmi – ludzie raczej dobrze sytuowani. Ale w Swarzędzu granice między dzielnicami są dość płynne, bo niedaleko nowych zabudowań znajdują się stare domy, a w nich rodziny ledwo wiążące koniec z końcem.

Czasy szkolne minęły jej w towarzystwie gothic metalu – ówczesnej muzycznej fascynacji. Trzymała się też z fanami punku. Jak mówi, z niektórymi osobami łączyło ją to, że tak jak ona czuli się trochę wyobcowani. Choć Swarzędz nie zapewniał mieszkańcom wielu rozrywek, młodzież radziła sobie jak mogła. – Kiedy było ciepło, większość czasu spędzaliśmy w lesie, na polach albo szwendając się po osiedlu. Sporo rówieśników chodziło grać na korty albo na boisko, ale ja raczej nie byłam sportowym typem osoby.

Mimo nudy i specyficznej atmosfery małej miejscowości, towarzystwo Kasi okazało się bardzo tolerancyjne. Już w wieku 13 lat dokonała coming outu przed starszym bratem i kilkoma przyjaciółmi. Dziś przyznaje, że był to dla niej długi i ciężki proces.

– Wtedy myślałam, że muszę się określić jako osoba heteroseksualna albo homoseksualna. To trudne, kiedy jest się w okresie dorastania, czujesz się jak ewenement wśród znajomych i bardzo chcesz się dowiedzieć, kim jesteś, ale nie potrafisz się zdecydować. Ostatecznie doszłam do wniosku, że nie ma sensu określać swojej orientacji, najbliżej mi do biseksualizmu, ale mam teraz dużą swobodę w tym temacie.

Zmiany nadeszły, gdy Kasia zaczęła chodzić do liceum na poznańskiej Wildzie. Trafiła wówczas w zupełnie nowe środowisko. – Wtedy zaczynała się tzw. hipsteriada i w moim liceum to było bardzo widoczne. Ważne było, z kim się pokazujesz, w jakich miejscach bywasz. Niektórych ludzi to wręcz wypadało znać. Boże, jakie czasy! Im bardziej było się innym, bardziej alternatywnym, tym lepiej. Najgorzej, jak się było nijakim.

Dla naszej bohaterki to jednak ważny i pozytywny okres, powiew nowości w dotychczasowym życiu, a także czas, w którym rozwinęła swoje najważniejsze zainteresowania. Uczęszczała m.in. na warsztaty filmowe, zajęcia w gnieźnieńskim teatrze i lekcje malarstwa. Wtedy także mogła już liczyć na pełną akceptację ze strony rówieśników.

– Dopiero jak wyjechałam do Poznania, znalazłam fajne miejsca albo nawet wydarzenia artystyczne, których w Swarzędzu kompletnie nie było. W liceum moja orientacja nie wzbudzała też żadnej sensacji. Jeśli już ktoś był zdziwiony to dlatego, że się tego nie spodziewał albo że nie wyglądam jak „typowa lesbijka” – cokolwiek to znaczy.

Następne było kulturoznawstwo na poznańskim UAMie. Dziś Kasia spełnia się jako modelka i wizażystka. Pracuje też jako charakteryzatorka podczas wielu projektów filmowych. W swoim zawodzie ma dokładnie wyklarowany pogląd na temat makijażu:

– Nie chcę gonić za kultem piękna i wmawiać ludziom, że zakrywanie wszelkich niedoskonałości na twarzy to absolutna konieczność. Zamierzam pokazać, że malowanie się jest formą ekspresji i wyrazem naszej tożsamości. Nie uważam również, by makijaż był zarezerwowany wyłącznie dla kobiet. Znam wielu mężczyzn wizażystów i są świetni w swojej pracy, spotykam także mężczyzn, którzy sami chcą się malować. Zaczynamy być w tej kwestii, na szczęście, coraz bardziej otwarci. Makijaż nie powinien zamykać się w żadnych ramach, nie powinien wyznaczać granic, i nikt nie ma prawa nam powiedzieć, czy możemy go wykonywać czy nie.

 

Kuba Krzyżański – kulturoznawca, dziennikarz, kolekcjoner płyt winylowych. Gdyby mógł podróżować w czasie, odwiedziłby Stany Zjednoczone przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Rodowity poznaniak. 

 

Zdjęcie Swarzędza – CC0 Public Domain / pixabay.com

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *