Skip to content

Tęczowe Fyrtle – Winiary

Poznań często jest nazywany najbardziej przyjaznym środowiskom LGBT+ miastem w Polsce. Czy jednak zawsze tak było? Tego nie dowiemy się od ludzi przyjezdnych (zwanych, niekiedy, nieco protekcjonalnie „słoikami”), którzy dopiero niedawno postanowili tu zamieszkać, zachęceni artykułami w mediach czy też opiniami swoich kolegów i koleżanek. Historię przemian, jakie zaszły w obyczajowości Poznania, znają wyłącznie tubylcy, w tym także lokalni geje, lesbijki, osoby bi oraz trans. Oni tu dorastali, żyli na tutejszych osiedlach i uczęszczali do tutejszych szkół. Właśnie ich historie osób będą tworzyć niniejszy cykl „Tęczowe fyrtle”. Dla niezorientowanych – „fyrtel” to po poznańsku „dzielnica, zakątek, najbliższa okolica”.

Naszą opowieść zaczniemy nietypowo – od Winiar. Ta dość niepozorna część Poznania, wciśnięta między Sołacz, Winogrady i Piątkowo, kryje w sobie bardzo wiele interesujących miejsc. Choć kojarzy się głównie ze współczesną zabudową – pięknym, modernistycznym szpitalem MSW, deskami na Boninie, czy charakterystycznym blokiem tzw. Rogalem – w niektórych rejonach wciąż zachowała swój wiejski, przedwojenny charakter. Świadczą o nim m.in. zabytkowe kapliczki, pamiętająca PeWuKę szkoła przy ul. Widnej albo stare zabudowania ulicy Kowalskiej.

Zdj. prywatne archiwum - Aleks w czasach harcerskich.
Zdj. prywatne archiwum – Aleks w czasach harcerskich.

Właśnie w tej okolicy dzieciństwo i młodość spędził Aleksander, rocznik 1988. Według jego relacji, to właśnie na Winiarach – a nie, jak się potocznie uważa, na Wildzie – w latach 90. mieszkał Szatan. Mimo niewielkiej powierzchni, dzielnica była mocno podzielona, a dzieciaki z poszczególnych ulic wciąż ze sobą konkurowały. Każda banda miała swoją „bazę” i nie ufała najbliższym sąsiadom. W dodatku, mieszkańców dzielnicy różnił poziom zamożności; po jednej stronie barykady stała klasa średnia z osiedla na Boninie, po drugiej – biedniejsza społeczność ulicy Dojazd. Miejscem, które łączyło wszystkie te środowiska, była ogromna szkoła przy „Rogalu”, gdzie po reformie oprócz podstawówki powstało również gimnazjum. Właśnie tam Aleks spędził swoją młodość, dość szybko stając się „szkolnym pedałem” i celem ataków nietolerancyjnych rówieśników. Jak podkreśla, najwięcej przykrości sprawili mu ludzie obcy, z którymi praktycznie nie utrzymywał żadnego kontaktu:

Pogłoski krążyły z klasy do klasy, ale większość nie brała tego na poważnie – wiadomo, jak to w szkole. Mówiło się o wszystkim, o tym, kto z kim, po co, dlaczego. Kto się masturbował w toalecie, któremu chłopakowi stanął w szatni, czy dziewczyny mają już okres, czy może jeszcze  nie.  Dzieciaki z poszczególnych klas trzymały się ze sobą i nawzajem się broniły. Tak naprawdę przejawy dyskryminacji przychodziły z innych klas czy może roczników.

Ucieczkę od szkolnych problemów zapewniła Aleksowi drużyna harcerska, która w okolicy działała wówczas bardzo prężnie. Nasz bohater zaczął jeździć na pierwsze obozy, zwiedzał bunkry czy też uczestniczył w całonocnym graniu na gitarze songów Starego Dobrego Małżeństwa:

W tamtych czasach do harcerstwa chodziły fajne dzieciaki, które miały fajnych rodziców. Nie raz ktoś u kogoś spał, rodzice znali się z wywiadówek i z odwiedzin na obozach. To była taka mała społeczność. Tak mi się wydaje, że byliśmy wtedy dość blisko i stanowczo mogę stwierdzić, że nie dochodziło w zastępie, drużynie i szczepie do żadnych przejawów nietolerancji.

Był to dość długi okres, gdyż trwał od czwartej klasy podstawówki aż do końca gimnazjum. Kolejna fascynacja Aleksa to brazylijskie sztuki walki, latem trenowane przeważnie na Cytadeli i Malcie. Równocześnie w pełni rozkwitło zainteresowanie chłopakami. Pierwszą randkę spędził Aleks na spacerze dookoła pobliskiego jeziora Rusałka. Warto w tym momencie podkreślić, że Winiary do dziś są bardzo zieloną częścią Poznania. Życie sportowo-towarzyskie toczyło się także w Parku Sołackim. W drugiej połowie lat 90. okoliczne dzieciaki upodobały tam sobie jazdę na BMX-ach i rolkach. Zimą urzędowano przeważnie w klubie „Dynamix” przy ul. Kościelnej, gdzie mieścił się tor wrotkarski i ścianka wspinaczkowa. Natomiast jeśli chodzi o muzykę, to w tej części Poznania rządziła alternatywa – System of a Down i Strachy na Lachy.

W 2006 roku – czyli na dwa lata przed ogromnym pożarem supermarketu „Albert” na Winiarach – Aleks rozpoczął naukę w jednym z piątkowskich liceów. Zmiana środowiska wyszła mu na dobre, poznał tam ludzi o wiele bardziej otwartych niż ci na „dzielni”. W dodatku był już po udanym coming oucie przed najbliższą rodziną, co także miało spore znaczenie:

Nie kryłem więc z tym, że jestem gejem. Oczywiście, nie biegałem po ulicach i nie krzyczałem. Możliwe, że miałem jakieś dziwne szczęście do poznawania ciekawych i mądrych ludzi, na których informacja o byciu homo nie robiła najczęściej żadnego wrażenia.

Później przyszła pierwsza, poważna praca, a wraz z nią kolejne znajomości. Dziś Aleks pracuje i mieszka za granicą. Kiedy wspomina młodość spędzoną na Winiarach, koncentruje się głównie na miłych chwilach w drużynie harcerskiej. To z nimi kojarzy mu się tamten czas i tamto miejsce:

Tak sobie myślę, że harcerstwo bardzo mnie ukształtowało. Bez niego zapewne byłbym dziś zupełnie innym człowiekiem. Tyle lat minęło, a ja nadal uwielbiam spać w namiocie podczas deszczu albo wskoczyć w treki i wyruszyć na 3 miesiące autostopem po Europie. Jak ja bym pojechał w góry!

 

Kuba Krzyżański – kulturoznawca, dziennikarz, kolekcjoner płyt winylowych. Gdyby mógł podróżować w czasie, odwiedziłby Stany Zjednoczone przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Rodowity poznaniak. 

 

Zdj. Wikimedia / GNU Free Documentation License – Winiary.

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *