Skip to content

Tęczowy fyrtel – Grunwald

Kiedy rozmawiamy o charakterystycznych dzielnicach Poznania, bardzo często skupiamy naszą uwagę na Jeżycach i Wildzie, ewentualnie Łazarzu. Grunwald, choć równie ważny dla historii miasta, bywa pomijany lub przychodzi na myśl dopiero w dalszej kolejności. A właśnie tam mieszkała Magda (rocznik 1987) – kolejna bohaterka naszego cyklu. Z jej historii wynika, że to także interesujący fyrtel, który mimo upływającego czasu, zachował swój dawny charakter stworzony przez rdzennych mieszkańców.

Zróżnicowana zabudowa sprawia, że Grunwald może się wydawać nieco chaotyczny. Znajdziemy tu zarówno zabytkowe kamienice, modernistyczne wille, jak i PRL-owskie wieżowce z wielkiej płyty na osiedlu Kopernika. Mieszkańców innych części Poznania przyciągał przede wszystkim stadion Lecha (dziś oficjalnie nazwany Inea Stadionem, a nieoficjalnie Pieczarką) oraz niedawno zamknięty, nieodżałowany klub studencki „Eskulap”. To w jego sąsiedztwie, w robotniczym bloku wybudowanym w latach 50. XX wieku, dorastała Magda. Jak wspomina, na jej podwórku sporo się działo.

Zdj. z prywatnego archiwum Magdy
Zdj. z prywatnego archiwum Magdy

Jestem jeszcze z tego pokolenia, dla którego największą karą był zakaz wychodzenia na dwór. Trzymałam się głównie z chłopakami, razem graliśmy w palanta albo chodziliśmy na piłkę do pobliskiego ogródka jordanowskiego. Kumplom podobała się moja gra, często dawali mnie też na bramkę, bo, widząc dziewczynę, przeciwna drużyna słabiej strzelała. Choć o ówczesnych kolegach mówi z sympatią, przyznaje jednak: to były takie „penerki”. Nasze bloki zamieszkiwały różne rodziny, często z problemami. Znałam np. dziewczynę, która trzy lata siedziała w pierwszej klasie podstawówki. Ja sama byłam niezłym rozrabiaką!

U Magdy wykształcił się wyraźny podział na znajomych z sąsiedztwa i znajomych z podstawówki. W pobliżu nie mieszkał nikt, z kim chodziłam do klasy, więc czas poza lekcjami spędzałam przeważnie z kolegami z podwórka. Później to się trochę zmieniło. Szkolna ekipa przyjeżdżała do mnie na rowerach i urządzaliśmy sobie rajdy po najbliższej okolicy albo nad Rusałką.

Magda od zawsze wiedziała, że podobają jej się kobiety, jednak, jak sama ocenia, nie lubiła za bardzo rozmawiać o sobie. Liczyłam, że reszta grupy sama się domyśli. W podstawówce specjalnie nie byłam podrywana przez chłopaków – traktowali mnie zawsze jak kumpelę, co było fajne. W gimnazjum trochę sytuacja się zmieniła, zaczęli już do mnie startować i okropnie wspominam te zaloty. Naturalnie, mogłam powiedzieć: „jestem lesbijką” i wszystko uciąć, ale jednak tego nie zrobiłam. Niestety albo stety, ujawniłam się dopiero w zeszłym roku, w wieku 28 lat.

Przejście z podstawówki do gimnazjum przyniosło naszej bohaterce o wiele więcej zmian. Właśnie wtedy, podczas wakacji przeżyła swoją pierwszą miłość. Nie bez znaczenia była także lokalizacja nowej szkoły. Odtąd w jej wspomnieniach, oprócz Grunwaldu, zagościły również Rataje. Chodziłam do gimnazjum na Żegrzu, ponieważ grałam w koszykówkę, a właśnie tam była klasa koszykarska. Już wcześniej uprawiałam dużo sportu, chodziłam m.in. na karate czy narty na Malcie. To wszystko były moje pomysły, nie potrzebowałam żadnej zachęty do zajęć pozalekcyjnych.

Codzienne dojazdy i napięty grafik spowodował, że Magda zaczęła ograniczać kontakt z dawnymi kolegami z Grunwaldu. To była chyba naturalna kolej rzeczy, zwyczajnie nasze drogi się rozeszły. Tymczasem w gimnazjum miałam świetną klasę, do dzisiaj kumpluję się z niektórymi osobami. To było bardzo pomieszane towarzystwo: od zwyczajnie ubierających się ludzi po dresów, skejtów czy punków. Niedaleko szkoły, przy osiedlu Orła Białego, mieliśmy taką fajną miejscówkę, nazwaliśmy ją „sadem”. Chodziło się też na pobliskie bunkry. Braliśmy wtedy boomboxa i każdy miał okazję, żeby puścić sobie swoją ulubioną muzykę – od hip hopu po rocka – i nikt się z nikim nie kłócił. Dołączały do nas także grupy z innych klas. Żyliśmy w mega zgodzie. Nauczycieli też mieliśmy wyluzowanych – pod koniec roku większość przymykała oko na nasze blałki.

W gimnazjum Magda miała już swoją dziewczynę, z którą zresztą chodziła do jednej klasy. Zapytana o to, jak sama się wówczas ubierała, odpowiada, że miała tzw. styl sportowy – bluzy i t-shirty. Nie stroiłam się specjalnie – myślę, że świadomie, żeby nie kusić chłopaków. Jej związek nadal bowiem pozostawał tajemnicą.

Ratajska szkoła to także czas, w którym rozkwitła największa życiowa pasja Magdy: Zawsze mi się podobały samoloty, ale dopiero w gimnazjum zaczęłam o tym mówić głośno. Temat podchwycili moi rodzice i pewnego dnia zrobili mi niespodziankę. Nic nie wiedząc o ich zamiarach, wsiadłam do samochodu i trafiłam na lotnisko w Kobylnicy. Akurat trwały zapisy na kurs. I tak, w wieku 14 lat, zaczęłam latać! Robi to z powodzeniem do dziś, zdobywając kolejne tytuły.

Co ciekawe, Magda nadal mieszka na Grunwaldzie w swoim rodzinnym bloku. Jednak zamiast rodziców, którzy kilka lat temu wybrali życie za miastem, towarzyszy jej Ania. Dawno nie spotkałem tak szczęśliwej i kochającej się pary. Wśród starych sąsiadów początkowo wzbudzały niemałą sensację, ale dziś żyje im się tu całkiem dobrze. W tym bloku niewiele zaszło zmian. Moi rówieśnicy się powyprowadzali, natomiast rodzice i starsze pokolenie pozostało. Czy jestem jakoś specjalnie przywiązana do Grunwaldu? Trudno powiedzieć… nie jest to „moja dzielnia”, ale dajemy radę.

 

Kuba Krzyżański – kulturoznawca, dziennikarz, kolekcjoner płyt winylowych. Gdyby mógł podróżować w czasie, odwiedziłby Stany Zjednoczone przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Rodowity poznaniak. 

 

Zdj. Dariusz Marcinek, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *