Skip to content

W rodzinnym piekiełku

Trudno uwierzyć, że właśnie mija 8 lat od reżyserskiego debiutu Xaviera Dolana. Doskonale pamiętam moment, kiedy „Zabiłem moją matkę” wchodziło na ekrany. Film ten wzbudził zachwyt krytyków oraz publiczności z mojego pokolenia (a przynajmniej studentów kulturoznawstwa – grupy, do której się wówczas zaliczałem). Po tak głośnym starcie utalentowany Kanadyjczyk przez jednych został nazwany cudownym dzieckiem, a przez innych największym narcyzem światowego kina. Mimo że od tego czasu rozwinął swój warsztat, nie gra już głównych ról we własnych filmach i nie traktuje ich jako dzieł na wpół autobiograficznych, wciąż bliska jest mu tematyka, którą przedstawił w debiucie: homoseksualizmu i trudnych relacji rodzinnych.

Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszej produkcji pt. „To tylko koniec świata”. Scenariusz filmu, choć stanowi adaptację sztuki teatralnej autorstwa Jean-Luc Lagarce’a, równie dobrze mógłby wyjść spod pióra samego Dolana. To historia Louisa (Gaspard Ulliel), który po wielu latach nieobecności powraca do rodzinnego domu, aby oświadczyć swoim bliskim, że zmaga się ze śmiertelną chorobą i niedługo umrze. Jak można się domyślić, konfrontacja obu stron nie będzie przyjemna.

Gęsta atmosfera między postaciami udziela się również widzowi. Jest to zresztą stałą cechą dzieł Dolana i zapewne dzięki temu odniósł on tak wielki sukces. Nie da się ukryć, że w swoich filmach Xavier uwielbia robić dramę. Buzują one od emocji, a przedstawione w nich relacje między bohaterami często bywają trudne, by nie rzec, patologiczne. „To tylko koniec świata” wpisuje się w powyższy schemat, choć tym razem zabrakło głębi w historiach poszczególnych postaci. Na ekranie widzimy m.in. ekscentryczną, zapatrzoną w swojego syna-geja matkę (w tej roli znakomita i wyrazista Nathalie Baye), którą najprawdopodobniej opuścił mąż. No właśnie… gdzie się podział ojciec? Może jestem drobiazgowy, ale nie dowiadujemy się, skąd się bierze takie a nie inne zachowanie najstarszej bohaterki. Podobnie jest w przypadku agresywnego brata Louisa, w którego wcielił się Vincent Cassel. Nie pozostaje nam nic innego, jak uznać jego frustrację za oczywistą. Suzanne, młodsza siostra, wydaje się mniej skomplikowaną postacią, być może dlatego, że z całej rodziny jest najbardziej zrównoważona. Wiszące w powietrzu napięcie Dolan dodatkowo wzmaga za pomocą środków formalnych. W „To tylko koniec świata” właściwie nie występują dalekie plany. Twarze bohaterów szczelnie wypełniają kadr, co tylko uwydatnia wypowiadane przez nich kwestie. Byłoby to znakomitym zabiegiem, gdyby nie fakt, że w filmie pada zbyt wiele słów o rozczarowująco niewielkiej treści. Otrzymujemy więc „rodzinne piekiełko”, jakie znamy czy to z innych gejowskich utworów, czy też z własnego doświadczenia.

Na szczęście mocną stroną „To tylko koniec świata” jest muzyka. Oprócz klimatycznych kompozycji Gabriela Yareda, stworzonych specjalnie na potrzeby filmu, Dolan wykorzystał także starsze, powszechnie znane utwory. Wyszło mu to znakomicie. Już wcześniej skutecznie tworzył nastrój swoich dzieł, czerpiąc z melodii, które od lat funkcjonują w światowej popkulturze. Było tak w „Wyśnionych miłościach”, wzbogaconych francuskojęzyczną wersją „Bang Bang”, oraz „Mamie”, gdzie w jednej ze scen widz mógł usłyszeć wielki przebój Oasis, „Wonderwall”. Dobierając utwory do najnowszego filmu, reżyser ponownie dokonał oryginalnego wyboru. Nie bał się przy tym operować skrajnościami, dzięki czemu słyszymy zarówno kiczowaty hit „Dragostea din tei” jak i „Natural Blues” Moby’ego. To właśnie sceny z towarzyszeniem muzyki najbardziej zapadają w pamięć.

Mimo kilku wad, „To tylko koniec świata” jest emocjonującym filmem, który mocno angażuje widza. Nie można jednak przemilczeć faktu, że nie wszystko wyszło Dolanowi w tej produkcji. Możliwe, że reżyser po części został niewolnikiem własnego stylu. A może po prostu formuła jego twórczości już się wyczerpała? Liczę, że to chwilowa niedyspozycja i wkrótce Xavier wróci do formy. A że tym razem nie zdołał utrzymać poziomu swoich wcześniejszych filmów? To nie koniec świata.

To tylko koniec świata (Juste la fin du monde). Reż. Xavier Dolan. Kanada/Francja 2016. Dystrybucja w Polsce Solopan. Czas 97 min

Kuba Krzyżański – kulturoznawca, dziennikarz, kolekcjoner płyt winylowych. Gdyby mógł podróżować w czasie, odwiedziłby Stany Zjednoczone przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Rodowity poznaniak. 

Zdj. “To tylko koniec świata” reż. Xavier Dolan, (mat. dystr.)

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *