Skip to content

Przedstawienie dla samego siebie

iwaszkiewicz
“Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego” – Wilk & Król Oficyna Wydawnicza

Mój najdroższy! Miałem taką leciutką nadzieję, że […] przyjedziesz do mnie do Poznania. W podróży można udawać, że się jest za granicą – i robić przedstawienie dla samego siebie. A tu znowu nic… Ano nic, a do tego, jak czytamy dalej: W Poznaniu smutno, deszcz leje i do domu daleko.

To tylko dwa, krótkie fragmenty z ogromnego zbioru listów, jakie słynny pisarz -celebryta PRL-u, długoletni prezes Związku Literatów Polskich, ponad sześćdziesięcioletni Jarosław Iwaszkiewicz – wysłał do młodziutkiego kochanka, Jurka Błeszyńskiego. O tych listach mówiło się w Polsce szeptem przez długie lata. Nikt ich jednak nie widział. W końcu dotarła do nich Anna Król i wydała w swojej oficynie „Wilk&Król” w książce „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego”.

To niełatwa książka, a przy okazji przestroga, by pożądania nie mylić z uczuciem. Pisarz obsesyjnie oplata młodego chłopaka. W zależności od okoliczności i humoru traktuje go jak: syna, kochanka, utrzymanka, pacjenta lub ucznia. Daje mu wolność, a jednocześnie zamyka w złotej klatce. Akceptuje jego wyskoki, by zaraz karcić, ganić i prowadzić śledztwo. Nie dziwię się, że młody i – podobno – zabójczo przystojny Jurek wymyka się Jarosławowi, kiedy tylko nadarzy się okazja. Ucieka na motorze do rozlicznych kochanek i kochanków, Iwaszkiewicza zaś traktuje jak bank. Gdy chłopak umiera na gruźlicę, stary i załamany pisarz wspina się na prawdziwe wyżyny talentu. Mistrzowsko opisuje scenę obmywania ciała w kostnicy, a my podczas lektury mamy wrażenie, że obcujemy z literackim dziełem równym malarskim dokonaniom Andrea Mantegni.

To jedna strona tej historii, a druga? Nieco bardziej banalna… Polecam ten zbiór listów szczególnie społeczności LGBT w wieku Jurka Błeszyńskiego, czyli dwadzieścia plus. Będzie to dla was egzotyczna wyprawa w czasie i przestrzeni. Ta książka bowiem to nie tylko obraz miłosnej obsesji Iwaszkiewicza, ale przede wszystkim niezwykła panorama PRL-u lat 50-tych. Socjalistycznego państwa, w którym warszawski „Bristol” czy kawiarnia „Kameralna” uchodziły za szczyt luksusu. Na wakacje jeździło się do Sopotu, Zakopanego i Sandomierza. Wspólna wyprawa Jarosława i Jurka do Kopenhagi na „Batorym” urosła w tej korespondencji do rangi podróży życia. Wówczas marzeniem każdej „panienki” była praca w ekspozyturze Lotka w Hotelu Europejskim lub w Państwowych Domach Towarowych przy Alejach Jerozolimskich. Świat ograniczał się do Bydgoszczy, Szczecina, Poznania, Rabki, Gostynina i Kruka. Zwykły antybiotyk trzeba było sprowadzać przy pomocy znajomych z aptek w Paryżu. Był to czas, gdy oficjalnie wydawane książki z opisami wypraw do Monachium i Rzymu, w które zblazowany pisarz ruszał tylko za zgodą władz, wywierały na czytelnikach piorunujące wrażenie. Wiejskie bibliotekarki czytały je niczym „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”.

Zdj. Andrea Mantegna "Opłakiwanie zmarłego Chrystusa", ze zbiorów Pinakoteki Brera w Mediolanie
Zdj. Andrea Mantegna “Opłakiwanie zmarłego Chrystusa”, ze zbiorów Pinakoteki Brera w Mediolanie

Iwaszkiewicz piastował rozliczne funkcje: prezesa ZLP, posła na Sejm, redaktora naczelnego „Twórczości”. Miał kierowcę, posiadłość na Stawisku, apartament w centrum stolicy, stałe miejsce w Filharmonii. Lubił chłopców, uprawiał z nimi seks, twierdził, że baby są głupie, ale nigdy mu do głowy nie przyszło, by nazwać siebie homoseksualistą. Przecież miał żonę i dzieci, a Jurka namawiał do małżeństwa! Znamienny jest fakt, że podczas ich kilkuletniego związku chłopak widział pisarza całkowicie nagiego… tylko raz. Z tych listów wyłania się obraz biednej, powojennej Polski pełnej ograniczeń, hipokryzji, oficjalnej homofobii, niedomówień. Swoistej i swojskiej „dyktatury ciemniaków”, jak to obrazowo określił Stefan Kisielewski. Trzeba tam było robić przedstawienie dla samego siebie, bo przecież na zewnątrz należało się mieć na baczności. W tamtej Polsce Iwaszkiewicz (podobnie jak kilku innych pieszczochów systemu) mógł sobie pozwolić na „luksus” bycia gejem. Był w miarę bogaty i słynny. Jednak nigdy nie zapominał, że tak sławę, jak i pieniądze zawdzięcza komunistycznym władzom. W normalnych warunkach romans z Błeszyńskim byłby ciekawym i nieco tragicznym epizodem. W nienormalnych stał się dramatem na miarę „Romea i Julii”.

Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego, wstęp i opracowanie Anna Król. Wilk & Król Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2017

 

Sergiusz Rycaj – dziennikarz, z wykształcenia historyk sztuki. Miłośnik opery i berlińskich zaułków. Mieszka w Warszawie.

Dodaj komentarz jako pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *